czwartek, 6 marca 2014



Nie mam pojęcia ile czasu minęło.
Może kilka minut,
godzin,
n i e w i e m.
Leżę na zimnej podłodze,
a łzy spływają po mej twarzy strumieniami.
Źródełko,
mieszanina wody, soli i makijażu.
Płynie.
Łaskocze.
Znów ta dziwna energia przepływa przez moje zmarznięte ciało.
Jesteś tu.
Wiem to.
Czuję twoją obecność.
Wpatrzona w sufit, napawam się tą świadomością.
Wreszcie przerywam martwą ciszę,
a mój głos drży.
Przepraszam.
Szepczę.
Dziękuję.
Moje gardło staje w płomieniach.
Czuję iskry.
Boli.
Milknę.
Więcej nie zdołam powiedzieć.
Wydaje mi się jednak, że my tego nie potrzebujemy.
Nasze serca rozumieją się bez słów...
Brzmi irracjonalnie, skoro jesteś martwy.
Nie mogę.
Nie wrócę tam.
Nie chcę.
Wydostałam się z głębokiej, ciemnej czeluści,
a jedno potknięcie nic nie zmieni.
Jestem tu.
Bez ciebie.
Jęk rozpaczy wydostaje się z mojego rozpalonego gardła.
Nachylasz się nade mną.
Czuję na mej twarzy twój mroźny oddech.
Jesteś tak blisko,
a mimo to nie mogę cie dotknąć.
Nie oddycham.
Boję się, że jeżeli wykonam jakikolwiek gwałtowny ruch,
ty znikniesz.
Nie zniosę tego.
Nienawidzę pożegnań.
Kocham być przy tobie.
Nawet jeżeli jest tu tylko twoja dusza.
Pragnę cię poczuć.
Emocje pokonują zdrowy rozsądek,
a ja wyciągam dłoń w twoją stronę.
Jakbym wsunęła ją w kubeł z lodowatą wodą.
I już wiem, że odszedłeś.
Rzucam spojrzenie na falującą firankę.
Zniknąłeś.
N i e m a c i ę t u.
Błagam,
w r ó ć.

~*~



Amor, ut lacrima, ab oculo oritur, in pectus cadit.

wtorek, 4 marca 2014

I.


Cisza.
Wszechogarniająca.
Przytłaczająca.
Dusi mnie.
Niczym dłonie, oplatające moją wąską szyję.
Kolejny podmuch zimnego powietrza.
Czuję jego dotyk.
Na karku.
Sunie swoją martwą dłonią, po mym licu.
Dreszcze.
Czuję je wszędzie.

. . . . . . . . . . . . . . . .

Drzwi znów szaleją.
Chciałabym porozmawiać.
Wiem, że usłyszałbyś mnie,
jednak kiedy tylko próbuję skleić zdanie, 
słowa zatrzymują się w przełyku.
Zamknięta. 
Zachłyśnięta.
Osaczona.
Źle mi z tym.

. . . . . . . . . . . . . . . .

Twarz wręcz przyklejona do szyby.
Mój mglisty oddech
osiada na powierzchni okna.
Światło miasta dziurawi me oczy.
S
ł
a
b
o

m
i.
Oddech zwalnia.
Uścisk dłoni, trzymającej kubek słabnie.
Siadam na łóżku.

. . . . . . . . . . . . .

Znów czuję twoją obecność.
Jesteś wręcz namacalny.
Tak bardzo chciałabym cię dotknąć.
Wspomnienia rozrywają moją duszę.
Stanowczo potrzebuję snu.
Jedynie tam jesteś jedynym.
Wszędzie i zawsze z tobą.
Wybacz.

~*~

To wszystko.
Tak na początek.
Mało, wiem.
Myślicie, że blog to dobry pomysł?
Komentujcie - chcę znać Waszą opinię. :)